... 2012-05-25 03:08:21

W takie noce jak ta, kiedy zupełnie nie mogę zasnąć rozpoczynam poszukiwania na wszystkich możliwych kulinarnych blogach. Nie wiem właściwie czego szukam. Czy kolejnego ciasta, a może czegoś idealnego na późny obiad lub jeszcze późniejszą kolację. Z każdym dniem robi się coraz cieplej, nieuchronnie zbliża się 26 maja a ja ze spokojem porównuje odcień butów i torebki czy oby na pewno będą do siebie pasować. Bo na czymś muszę zatrzymać chociaż na chwilę myśli.
Toyka jest cudownie czysta i okazało się, że ma bardzo ładny kolor. Nie wiem dlaczego w tym mieście zamiast deszczu pada błoto ale pewnie nigdy się nie dowiem. W kolejce na myjnie rozmawiam z moją przyjaciółką przez telefon, powiedziała, że jestem wspaniała, że tak do niej teraz dzwonie. Ona też do mnie tak dzwoni. Rozmawiamy w różnych momentach, często trochę płacząc. Nigdy nie zapomnę jak zadzwoniłam z płaczem, że spaliłam szarlotke z bezą i wymyśliłam, że to znak, że całe moje życie jest jak taka szarlotka niby fajnie się zapowiada a potem wyjmuję kawałek czegoś spalonego z piekarnika. Usłyszałam "nie martw się, moja mama wiele razy spaliła ciasto", stać mnie było tylko na odpowiedź "i zobacz jaką ma córkę!". Tylko na tyle było mnie wtedy stać. Rozmawiamy też kiedy jedna z nas jest na działce i jest ciemno i strasznie, ze spokojem informuję, że te niepokojące szmery to myszy harcerki. Takich sytuacji przez ostatnie lata było bardzo dużo. I jednak kolejny raz przyznaję sobie rację, słusznie stwierdziłam, że przyjaciółki mi się udały.

A tak, toyka jest rzeczywiście umyta, a rogaliki czekoladowe są nie do przebicia. Doradztwo kolorystyczne także i docenienie koloru paznokci. Nie lubię budzić się pokłócona z kimkolwiek. Psuje mi to dzień. A dzisiaj jednak nie było tak najgorszej, kupiłyśmy prezent dla MW i zjadłyśmy tajski makaron. razem. Bo po wyczerpujących zakupach nie ma nic lepszego niż pad thai i coca cola.
W domu podejrzanie spokojnie, ale wiem, że to cisza przed burzą. czas start jutro. słyszę, że już gdzieś grzmi, ale to jeszcze kawałek od mojego pokoju.

Nie wiem jak rano wstanę, absolutnie nie wiem w co mam się ubrać i obawiam się, że tam umrę. No ale cóż, przynajmniej jeśli umrę to mam czysty samochód.

skomentuj (0)

... 2012-05-23 17:22:27

Jedno jest pewne, z naszą trójką nikt nie ma szans. Razem z Zunką i Gabs jesteśmy nie do przegadania, przekryczenia, przeargumentowania. "Bo idziemy do tej szkoły tańca". Ja rozumiem, że wielkie przygotowania do kopania piłki, ale bez przesady. Co jak co, ale mamy prawo do swobodnego przejścia naszym pałacowym przejściem. Cóż najwyżej następnym razem powiemy, że idziemy do szkoły sztuk walki. Co za głupia nazwa tak swoją drogą. W każdym razie wybrałyśmy się na zakupy i frytki to warzywo. Przyjaciółki mi sie całkiem udały. Całkiem, całkiem.
A dzisiaj z Gabs konsultacje prezentowe przez telefon. I mamy połowę prezentu. Lubię kupować prezenty i lubię piec ciasta. i gotować. To drugie robię jak mam albo bardzo zły humor albo bardzo dobry, i dzisiaj raczej to drugie.
W ogóle jakby tak na to wszystko spojrzeć, to życie jest całkiem fajne. A lato mogłoby trwać cały rok.

skomentuj (0)

... 2012-05-17 14:05:16

Chorowanie jest średnią rozrywką. Bardzo średnią. Chociaż czekolada, popcorn i inne rzeczy trochę łagodzą całą sprawę. Szczególnie, że hej! ja wcale chora nie jestem. Tak czy inaczej, po tak długim niewychodzeniu z domu nawet jeśli byłam chora to już na pewno nie jestem, prawda?
Przygotowania do ślubu trwają, chociaż mnie nie dotyczą, póki co udało mi się skutecznie schować i od tego odciąć. Gdyby tak od wszystkiego udałoby mi się odciąć nie miałabym się już zupełnie czym denerwować.

I niespodzianka, bo jednak nadal produkują hity. Acha, i nadal się rozpadają jak macza się je w herbacie.

skomentuj (0)

.... 2012-05-11 01:39:49

Z Gnieszka potrafimy stworzyć niesamowite cuda na śniadanie. Niekoniecznie zdrowe. Ale za to jakie smaczne. Każdej z nas robię wielki kubek herbaty z miętą i limionką i wiem, że ten dzień nie może być zły. Wychodzę z domu bo Jeszka przypomniała sobie, że miałyśmy się spotkać, przy wyczekanym stoliku każde z nas ma kieliszek a w nim.. szprycer. Bo wiadomo, właściwie moglibyśmy rw trójkę ozpocząć cykl wycieczek szlakiem warszawskich knajp i szprycera. Zdecydowanie najbardziej lubie tego na widok z dużą ilością mięty, ale ten z chorą kropkowaną limonką tez może być, bo zasadniczo jest mi dzisiaj wszystko jedno. Jeszka się złości, na mnie. W sumie rozumiem, bo wszyscy się na mnie trochę już złoszczą, a M. przewraca oczami a stać mnie tylko na komentarz "piękny z ciebie słuchacz M., raz patrzysz na mnie z pogardą a raz z litościowym zainteresowaniem.". M ostatecznie poszedł spać, a J. dała spokój tłumaczeniom bo i tak wiadomo, że zrobię inaczej niż postanowię.
Potem wielka dziura i zielona bluzka. G. pod parasolami przy szumie samochodów z pobliskiej ulicy tłumaczyła mi tajniki swojej pracy i tajniki pracy swojego brata, a ja zachwycałam się moim bambusowym zakupem, bo "pachnie wszystkimi rozstaniami" i ublikiem. Bo do jasnej cholery czymś zachwycać się muszę.

Dzisiaj rzeczywiście potrzebowałam pomocy, wybrałam tylko złą osobę, którą o wspomnianą pomoc prosiłam. Jak widać poradziłam sobie sama i fajnie. Bo jednak "mamo przekaż Jeszce, że chce mieć inny napis na nagrobku - ona wie o chodzi" zostawię sobie na później. Zresztą, damn! obiecałam, że nigdy nie zmienię zdania.

10 maja wprowadziliśmy się do nowego mieszkania, wiadomo. to wciąż jest nowe, to stare, znane z drewnianą podłogą ( z takimi przerwami między deskami, że zamieszkało tam wiele skarbów) jest po drugiej stronie wisły. I to było chyba 14 lat temu. Czy coś takiego. 10 maja się już skończył i mamy już 11 i jest to mądrość w stylu G., ale z tej mojej kalendarzowej wyliczanki, wbrew pozorom coś wynika.

i szkoda, że zespuł mi się telefon. widocznie nie jest jednak łzawo-wodo-odporny.

skomentuj (0)

... 2012-05-08 17:28:40

Osobiście uważam, że tak długi weekend majowy mógłby być co roku. Nie sądzę, żeby nasza gospodarka jakoś wybitnie przez to ucierpiała, bo po pierwsze i tak nie jest w najlepszym stanie, a po drugie wszyscy obywatele tego kraju dzielnie odwiedzali sklepy aby uzupełnić zapasy węgla, jedzenia i alkoholu. Działking był trochę inny niż zawsze, ale także wyjątkowo udany, udało mi się wykręcić ze śpiewania polskich piosenek poza tym mieliśmy doskonałą strategię gry więc jestem z nas bardzo dumna.
Było też śniadanie na balkonie i bardzo leniwy kot który powinien się nazywać "ukochaj mnie" ewentualnie "daj mi jeść" bo mam nieodparne wrażenie, że w tym przypadku koci czynnik "jem-śpie-głaszcz mnie" jest wyjątkowo aktywny. Poza tym na moim telefonie zaczynają przeważać w folderze ze zdjęciami ujęcia kotów i powoli, powoli zaczyna to wyglądać jakbym albo nie miała żadnych znajomych, albo była pewną polską piosenkarką, w każdym razie na jedno wychodzi.
Poza tym już wiem jak działa to coś do laminowania i to też jest pewna nowość.

W ramach majówki postanowiłam odpocząć i dla odmiany przestać się przejmować, w ramach tego zmyślnego planu trochę sobie popłakałam i nastawiałam codziennie budzić, żebym przypadkiem nie przespała całego dnia. Nie do końca rozumiem po co robiłam i jedno i drugie, ale są takie sprawy, które na zawsze pozostaną dla mnie nie wyjaśnione.
Podejmując kolejną próbę nieprzejmowania się zakończoną zupełnie odwrotnym wynikiem, postanowiłam spróbować po raz kolejny i zacząć myśleć tylko i wyłącznie o sobie, bo może po takim czasie wreszcie by wypadało. Nie wiem co do końca oznacza "taka właśnie jesteś" ale w tym szczególnym przypadku niestety nie oznacza "jesteś wspaniała, dobra i cudowna i nic tylko Cię kochać" tylko raczej, że jestem beznadziejna, nic nie rozumiem i niczego nie jestem w stanie zaakceptować. Więc trochę mi się już znudziło powtarzanie w głowie "zasługuję czy nie zasługuję" bo zdecydowanie takie wyliczanki wolę robić listkami akacji w grę "kocha nie kocha".

Odwracając swoje życie, a może po prostu przywracając je do normalnej formy (chyba wreszcie zaczynam rozumieć, że to co nazywałam i uważałam za normalność wcale normalnością nie było) postanowiłam także zmienić pracę, o czym byłam łaskawa poinformować mojego ulubionego szefa, który z rozbrajającą szczerością odparł "przyjecialska rada dziewczyno, nie zastanawiaj się!".

Słyszałam już gdzieś kiedyś od kogoś, że zdecydowanie za dużo się zastanawiam więc tą czynność także wykreślę z mojej listy codziennego "to do" i życie powinno być łatwiejsze. Mój tata zawsze mówił, że kto nie ryzykuje ten nie ma, a ja i tak nie mam już nic do stracenia więc czas na zmiany po raz sto pięćdziesiąty piąty i mam nadzieję, że ostatni.

A i dzisiaj odkryłam, że jednak nie chcę się zabić bo jednak czasami hamuję.  Byłoby zdecydowanie bezpieczniej gdyby ludzie nie przejeżdżali na czerwonym świetle przez skrzyżowanie. Zabiłby mnie. Poważnie. Ciekawe co by teraz było gdybym była martwa? Kto dowiedziałby się pierwszy? W ogóle to ciekawe czy by mnie zabił czy tylko by mnie trochę zmiażdżył. Czy gdybym stała te 2 metry dalej to właśnie w tej chwili w jakimś miłym szpitalu próbowali by mnie ratować czy obrażenia byłyby tak duże, że nie miałoby to sensu. Co by się stało...? Co zrobiłaby Mama, Se, Gnieszka? A dziewczyny? Czy wszyscy zrobiliby "o wielka tragedia, była taka młoda" i za 2 tygodnie zapomnieli? Co by było...

skomentuj (0)

plan 2012-05-01 01:35:22

zmiksowane truskawki, ławka, słońce i pomoc.
biała sukienka.
i zaskakujące odkrycie wieczorem.

na drugiej linii, bezalkoholowe piwo. kto to wymyślił?
nadrabianie zaległości z G., których przez te... 4 dni trochę się uzbierało.

Nazwałyśmy to planem idealnym. ej. bo to jest idealny plan!
i cyder cydr. w różnych kolorach.

skomentuj (0)

.. 2012-04-30 14:09:39

Z jakiegoś powodu Tata nauczył mnie, żeby zapinać pasy w samochodzie. Jak byłam mała to mówił, że samochód doskonale wie, że pasy są nie zapięte i wtedy nie może ruszyć. W tamtych latach jedyne co miał samochód z super rzeczy to czasami automatyczne szyby, ale też nie zawsze, więc była to czysta fantazja mojego Taty - jak się okazało, dość prorocza. Dlatego też zapinam odruchowo pasy jak wsiadam do samochodu. Nawet jeśli siedzę w nim jeszcze 15 minut zanim ruszę. Zapinam je też jak podjeżdzam 20 metrów na stacji benzynowej - zakodowany odruch bezwarunkowy. No. A tym razem po raz pierwszy w życiu nie zapięłam i teraz już wiem dlaczego moj Tata kazał zapinać pasy. Tata lubi porządek. Krew w samochodzie ewidentnie nie mieści się haśle "czysto".  i tak miło, że nie mam na twarzy odciśniętego znaczka toyoty.

miła taka niedziela. w sumie.

skomentuj (0)

.. 2012-04-29 10:58:49

Alkohol szkodzi zdrowiu i to już wiemy. Szczególnie następnego dnia. Nie wiem jaką logiką kierowaliśmy się robiąc zakupy w sklepie, ale to się nijak nie kalkuluje. W każdym razie nie kalkulowało. Lato zaskoczyło chyba wszystkich. Jest miło, przyjemnie. W sam raz na wieczorne wycieczki i spacery.

Połamanych kawałków chyba nie da się posklejać tym razem. Trzeba chyba zdobyć nowe. Ciężko jest funkcjonować gdy każdy centymetr otoczenia woła wspomnieniami dobrymi i złymi. Starym miejscom pora nadać nowe znaczenia. I po raz kolejny, powoli i ostrożnie ruszyć do przodu.

I przecież świat się nie kończy, podobno.

ale jest ciepło!

skomentuj (0)

... 2012-04-27 13:06:01

ale jak zrobie generalny remont na działce, to może będzie mogła funkcjonować jako bezpieczne miejsce?
Jakoś nie widze przemalowywania mojego pokoju. mogę go ewentualnie poprzestawiać.

zmiany mode on.

skomentuj (0)

telefonicznie 2012-04-26 00:52:38

A: jesz obiad?
U: nie wiem.. ale coś mam kupić?
A: nie wiem. kurde. nienawidze ludzi. kup siekiere.
U: może być problem. podjądę do sklepu, a może być piła?
A: może.
U: łańcuchowa?
A: świetnie i... kup
U: duże worki foliowe chyba.. bo co z ciałami?
A: e to co zawsze, wrzucimy do wisły
U: spoko. to kupie jeszcze worek cementu.
lubię podróżować autobusem i rozmawiać przez telefon z siostrą, hej.

Plany majówkowe się rozsypały. I pozostaje mi .. nie wiem co mi pozostaje. A tym razem naprawdę już od początku nastawiałam się na totalne, absolutne minimum.
Gra marnieje z każdą godziną i trzeba robić łódeczkę z ręki i podawać mu wodę do pyszczka. Biedny jelonek sarenkowaty.



skomentuj (0)


pierwsza pomoc
Sueno
SAF



stat4u